Przewaga Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia

IMG_0086

No i skończyło się! Codzienne odczuwanie zakwasów w nogach zaraz po wstaniu z łóżka. Męka zapinania butów narciarskich – z pewnością nie na siły kruchej kobietki, i noszenia nart do wyciągu, przeważnie w towarzystwie kropel potu, bo ubraliśmy się w sam raz na chłód na wysokości 2000 m.n.p.m., a nie na ciepło dolnej stacji. Lęk przed pierwszym zjazdem, no i ból pierwszego poważnego upadku. Nieznośne pieczenie w udach podczas wymagającej trasy. Moja zmora – nieprzyjemny ból drętwiejących w butach palców, bo klamry ściskają stopę i łydkę zbyt mocno lub buty są źle dopasowane. Namawianie dzieci na wyjście na stok trzeciego dnia, kiedy nachodzi ich kryzys. I strach, kiedy puściło się je samodzielnie jedną z tras, a tam, okazuje się, jest mgła jak mleko – czy dojechały na miejsce, czy nie zabłądziły i ruszyły w odpowiednią stronę. I nieprzyjemność popołudniowego zjeżdżania trasą dojazdową na dół, która łączy często wszystkie trasy i jest zwykle złożona z samych muld i oblodzeń. I ten brak sił wieczorem, kiedy jedyne na co masz ochotę, to rzucić się do łóżka i spać do rana.

A więc się skończyło. W tym roku to by było na tyle. I mimo tych wszystkich uciążliwości, które są jak najbardziej prawdziwe i doświadczam ich zawsze, niezmiennie, co roku, mimo wszystko uważam, że rodzinne wakacje narciarskie są dużo fajniejsze niż wakacje letnie.

Nie tylko dlatego, że jest też dużo przyjemności. Począwszy od satysfakcji przełamania lęku przed pierwszym zjazdem. Przez niewyobrażalną przyjemność uczucia smagania wiatru, kiedy jadę z dużą prędkością po świetnie przygotowanym stoku. I radość z poznawania kolejnych terenów narciarskich, eksplorowania nowych tras. Aż po poznawanie kolejnych knajp na stoku i dogadzanie sobie regionalną kuchnią (najlepiej alpejską) i jej specjałami, takimi jak gorący rozpływający się w ustach germknoedel, czyli rodzaj drożdżowej pyzy nadzianej powidłami śliwkowymi i oblanej gorącym sosem waniliowym i zmielonym makiem. A może apfelstrudel z takim samym sosem waniliowym, czy może ten placek pokrojony w drobne paski, karmelizowany i podany na ciepło z cukrem pudrem i musem jabłkowym (Kaiserschmarrn mit apfeln)

keiserschmarren

A może coś na słono – na przykład patelnia zasmażanych z szynką ziemniaków z kminkiem i jajkiem sadzonym na górze? A do tego zimne piwo dla rozgrzanych jazdą albo grzane wino dla zmarźluchów i gorąca czekolada dla dzieci. I jeszcze taras pełen słońca i rzędy plażowych leżaków do długiego wylegiwania się i opalania. Ech, jak przyjemnie!

IMG_2054

A potem kolejne zjazdy, przełamywanie własnych lęków, ograniczeń, barier. Doskonalenie umiejętności i czysta, czysta przyjemność. I ostatni zjazd na dół, prosto do baru apres ski. Głośna muzyka, tłum narciarzy, wszyscy rozluźnieni, radośni, rozmawiają, śmieją się, podśpiewują, bujają się w rytm albo wręcz tańczą. I już nikomu nie jest zimno, nikt nie pamięta o piekącym bólu w udach i nie myśli o zakwasach, które być może pojawią się znów rano.

Dotarcie do hotelu, szybki prysznic, a teraz może sauna? Dobrze jest wygrzać kości po takim dniu, przy okazji rozluźnić zmęczone mięśnie. I przygotowanie do kolacji. Zwykle niemałej, w przyjemnym miejscu, znowu z regionalną kuchnią, ech!

IMG_0056

Ale to wszystko jeszcze nie stanowi powodu, dla którego uważam, że zimowe rodzinne wypady narciarskie są lepsze od wyjazdów letnich. Otóż chodzi mi o to, że podczas takich zimowych wyjazdów wszystko jest jakby bardziej razem. Takie wyjazdy cieszą najbardziej, kiedy spędza się je w grupie, czy właśnie rodzinnie. Wszystkie trudy, wszystkie radości i przyjemności – przeżywa się je mocniej, bo razem. Razem wstaje się o siódmej rano, choć chętnie by się jeszcze pospało, ale najlepsze trasy czekają na ranne ptaszki. Razem wkłada się tę narciarską i snowbordową zbroję i razem niesie to wszystko do wagonika kolejki górskiej.

IMG_2046

Razem stojąc na progu trasy rusza się w dół i ściga, kto pierwszy na dole przy wyciągu. Jest duma, kiedy widzi się postępy w umiejętnościach dzieci, i satysfakcja, że błyskawicznie przerastają umiejętnościami swoich rodziców (a przynajmniej mamy;) ). Radość młodych, że rodzice widzą kolejne ewolucje, skoki, tricki, których się właśnie nauczyli. Wspólne planowanie dnia i tras, którymi chcemy pojechać. Pomaganie sobie na stoku, kiedy któreś z nas pomocy potrzebuje. Poczucie wspólnoty, przynależności. Radość wspólnej wędrówki po górach.

Wakacje letnie też są fajne. Mają jednak inny smak, zwykle bardziej leniwy. Inne przyjemności. Ale jeśli kiedyś musiałabym wybierać i postawić na tylko jeden wyjazd w roku, to dopóki dzieci chcą z nami jeździć, zawsze wybiorę zimowe wakacje w górach!

IMG_0128

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Napisz, co o tym myślisz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

GroundTruth

myślę czuję jestem

Arek Skuza

myślę czuję jestem

NoamWasserman

myślę czuję jestem

Venture Hacks

Advice for startups

simply awesome things!

myślę czuję jestem

The Browser

myślę czuję jestem

Brain Droppings

myślę czuję jestem

TED Blog

The TED Blog shares interesting news about TED, TED Talks video, the TED Prize and more.

James Altucher

myślę czuję jestem

myślę czuję jestem

Mashable

myślę czuję jestem

Spotted

myślę czuję jestem

Pozytywka

somehow I know there’s more to life than this

Raw Thought (from Aaron Swartz)

myślę czuję jestem

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

Brain Pickings

An inventory of the meaningful life.

mind (the) gap

myślę czuję jestem

%d blogerów lubi to: