Warszawski „foodiś” w warszawski sobotni wieczór

waiter-retro

Przed jedną z bardziej popularnych warszawskich knajp w późny sobotni wieczór ustawiła się kolejka w oczekiwaniu na wolne stoliki. Nie zrobiliśmy wcześniej rezerwacji, bo wybór na tę knajpę padł dość spontanicznie. Kolejka wygląda nam na jakieś pół godziny stania. Postanawiamy więc nie stać w ogonku, a spokojnie odczekać chwilę siedząc w ciepłym i wygodnym wnętrzu jednej z sieciowych kawiarni, która znajduje się obok.

Przy barze zamawiam americanę. Piotr podwójne espresso. Barman zabrał się za przygotowywanie. Po chwili już siedzimy na miękkich poduszkach przy oknie gotowi delektować się pyszną kawą, która jest napojem flagowym tego miejsca. Pierwszy łyk mojej kawy i niestety niemiłe uczucie. Lura. Sam kolor w białej filiżance dawał już podejrzane sygnały, ale smak przebija wszystko. Zdarza mi się marudzić w knajpach, może bywam czasem tendencyjna. Dla pewności podaję więc kawę do spróbowania Piotrowi. Przyznaje mi rację. A jak espresso? W porządku – słyszę od Piotra. Nie pozostaje więc nic innego jak odnieść moją filiżankę i zwrócić uwagę barmanowi. Znów zasłużę na miano knajpianej awanturnicy, ale co zrobić.

Odczekuję, aż przy barze nie będzie innych klientów, żeby niepotrzebnie nie podgrzewać atmosfery. Spokojnie podchodzę i ściszonym głosem zwracam się do pochylającego się do mnie barmana. Jaka jest? – pyta barman, bo chyba nie dosłyszał. Lurowata, powtarzam. Niedobra, zbyt rozwodniona – tłumaczę. Niemożliwe! – słyszę w odpowiedzi. Ale jeśli pani nie smakuje, nie ma problemu, zrobię nową. To poproszę. – chcę zamknąć temat. Niestety w międzyczasie do baru podchodzi nowy klient. Do naszej rozmowy włącza się koleżanka barmana –  barmanka i chyba ktoś w rodzaju menedżera kawiarni. O co chodzi? – pyta już całkiem głośno, zwracając się zarówno do mnie jak i do swojego kolegi. Po informacji ode mnie stwierdza: to niemożliwe, piłam rano taką kawę i była dobra. Więc niech pani spróbuje tej. – grzecznie proponuję. Nie, nie ma problemu, jeśli pani nie smakuje, to kolega zrobi pani nową kawę. – barmanka najwyraźniej podejmuje decyzje w imieniu kawiarni. Stoję już trochę zniecierpliwiona, kawa się robi. Zanim dostanę nową, barmanka – szefowa – pochyla się w moim kierunku konspiracyjnie rozglądając się na boki i ściszonym głosem mówi do mnie: Tak między nami, ja tu nigdy nie piję kawy. Jakiś rok temu kawa się tu strasznie popsuła i odtąd już tu kawy nie piję. Patrzę na nią zdumiona i trochę nie wiem, co mam powiedzieć. Robię pewnie wielkie oczy. Ona szybko odchodzi, bo już w moim kierunku zbliża się barman serwując mi nową filiżankę kawy. Mam nadzieję, że ta będzie smaczna – mówię do niego, uśmiecham się i wracam do stolika. Faktycznie jest trochę lepsza, trochę – myślę. I nie wiem już, czy teraz będę w stanie delektować się kiedykolwiek kawą w tym miejscu po mojej krótkiej pogawędce z barmanką.

Scena druga. Siedzimy już w knajpie obok. Jemy naszą kolację. Knajpa duża, głośna, niedroga. Pełna studentów, bo znana jest chyba z promocyjnych cen piwa. Nie wiem, jesteśmy tu po raz pierwszy. Porcje ogromne. Toalety brudne jak w klubie muzycznym o 4 nad ranem, ale widać gościom to nie przeszkadza. Co więcej, to goście przecież tak nabrudzili, więc chyba tak nawet lubią. Wszystkim przygrywa na żywo kapela z akordeonistą, przesuwająca się nieśpiesznie między stolikami. Towarzystwo na trzech piętrach bawi się świetnie. Interes się kręci.

Mamy obok siebie kilka większych stolików. Najbliżej nas 6-osobowa grupa w wieku już raczej niestudenckim, średnia 40+, zasiada już za stołem najwyraźniej od dłuższego czasu. Stół obstawiony talerzami z jedzeniem, na środku wielka patera z różnymi mięsami. Dużo alkoholu na stole, niemało też we krwi. W towarzystwie wyróżnia się zwłaszcza jedna postać – pan wyraźnie starszy od swoich towarzyszy. Drobny, chuda twarz, ale bardzo energiczny. Jest wyraźnie duszą tego towarzystwa. Ukradkiem obłapia panie, kiedy przeciskają się obok niego wychodząc do toalety lub wracając z papierosa. Pełny młodzieńczego wigoru prowadzi dyskusję z kolegami.

Po pewnym czasie nasi sąsiedzi decydują się zakończyć swoją biesiadę. Jedno po drugim wychodzi z sali, zostaje jedynie dziadek, który uparł się, że to on ureguluje rachunek. Kiedy jest już przy stoliku sam, podnosi się, wyprostowuje i pochyla szybko oceniając stan zatowarowania. Najpierw dwoma rękami chwyta dwa kawałki mięsa leżące w różnych miejscach i niemal równocześnie wkłada je do ust wypychając maksymalnie poliki. Potem organizuje sobie dość dużą papierową serwetkę, na której zgrabnie układa liczne kawałki mięs i innych wiktuałów tworząc znacznej wielkości piramidę. Stara się ją teraz zawinąć rogami serwetki, która jednak nie starcza na dokładne pomieszczenie tego monstrum. W międzyczasie naszego bohatera mija kelner, który udaje, że nie widzi działań swojego klienta, dzięki czemu pozwala mu dokończyć zadanie.  Niedoskonale skryty w serwecie kilogram jedzenia jest teraz przygotowywany do ukrycia gdzieś za pazuchą. Pazuchy brak jednak, jest tylko sweterek. Ale nie. Pan najpierw odchyla od dołu sweterek, po czym odchyla mocniej spodnie i, jak się już tylko domyślam, bieliznę. Zawiniątko trafia w większości tamże. Gość teraz odwraca się na pięcie i żwawo opuszcza salę wciąż mając dwa wielkie poliki wypchane jedzeniem.

Tak oto ja – warszawski foodiś spotkałam wczoraj drugiego warszawskiego foodisia.

Reklamy

Tagi: , , ,

6 responses to “Warszawski „foodiś” w warszawski sobotni wieczór”

  1. Magda says :

    Ale się uśmiałam, trzyma w napięciu! 🙂

  2. Magda J. says :

    ostrość pióra i humor w tym tekście smakują jak gorzka czekolada z chilii – rewelacja 🙂

  3. Martyna says :

    Wyborne!

Napisz, co o tym myślisz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

GroundTruth

myślę czuję jestem

Arek Skuza

myślę czuję jestem

NoamWasserman

myślę czuję jestem

Venture Hacks

Advice for startups

simply awesome things!

myślę czuję jestem

The Browser

myślę czuję jestem

Brain Droppings

myślę czuję jestem

TED Blog

The TED Blog shares interesting news about TED, TED Talks video, the TED Prize and more.

James Altucher

myślę czuję jestem

myślę czuję jestem

Mashable

myślę czuję jestem

Spotted

myślę czuję jestem

Pozytywka

somehow I know there’s more to life than this

Raw Thought (from Aaron Swartz)

myślę czuję jestem

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

Brain Pickings

An inventory of the meaningful life.

mind (the) gap

myślę czuję jestem

%d blogerów lubi to: