W poszukiwaniu Świętego Graala czyli moich 10 ulubionych knajp w Warszawie

IMG_1315

W Warszawie mieszkam od 2 lat po naszym powrocie z Sopotu. W ciągu tych dwóch lat chciałam wydeptać swoje „fudisiowe” ścieżki na nowo szukając knajpy dla mnie idealnej.

Edit: ten post powstał już 2 lata temu. Jeśli chcesz poznać moją aktualną listę ulubionych knajp w Warszawie, czytaj tu.

Edit 2: Z miłości do jedzenia i z podziwu dla talentu kucharzy, w 2015 roku założyłam firmę Ulala Chef, dzięki której możecie wynająć najlepszych warszawskich kucharzy na prywatne przyjęcie w Waszym domu. Zresztą działamy już we wszystkich największych miastach Polski 🙂 Zapraszam!

Mojego ideału, jakim w Sopocie było Tesoro, dotąd tu niestety nie znalazłam i może nigdy nie znajdę, choć nadziei nie tracę! Ideał musiałby spełniać następujące warunki, a i to nie gwarantuje, że będzie miał „to coś” w sobie:

1. KLIMAT: Musi to być knajpa o wyjątkowej energii i klimacie – tworzą go goście i załoga – zawsze w symbiozie, nigdy z osobna. Załoga – otwarta, uśmiechnięta, gościnna, szczera, dobrze się ze sobą czująca. Goście tacy sami 🙂

2. DOM: Miejsce to musi być trochę jak dom – otwarty, gwarny, do którego kochamy wracać, w którym zawsze ktoś na nas czeka.

3. JEDZENIE OD SERCA: Musi serwować pyszne jedzenie, od serca. Najlepiej włoskie, bo uwielbiam, z rybami, owocami morza i dobrą polędwicą wołową.

4. DODATKI: Dobre domowe (i nie tylko) wino i smaczne desery dopełnią szczęścia po stronie kulinarnej.

5. DOSTĘPNOŚĆ: Knajpa powinna być otwarta i pełna gości do późnych godzin wieczornych, tzn jeśli wpadniemy tam głodni o 22.30, to nikt nie będzie kręcił nosem.

Jeśli kiedyś znajdę takie miejsce w tym mieście, gotowa jestem bywać tam co tydzień albo i częściej. Póki co mam tu kilka miejsc bliskich mojemu sercu, które regularnie odwiedzam i które mogę Wam polecić. Żadne z nich nie spełnia kompletu warunków dla mojej knajpy idealnej, ale każde z nich ma coś w sobie i warto tam raz na jakiś czas wpaść. Kolejność na liście przypadkowa:

1. SUPERIORE – na spotkania w małej grupie

W Superiore z Basią i Hrycią

W Superiore z Basią i Hrycią

Superiore dobre jest na długie wieczorne spotkanie w małej grupie. Jest świetnie zlokalizowane obok Placu Konstytucji (zdaje się, że planują przeprowadzkę, ale chyba nieopodal) i Teatru Polonia, można więc albo połączyć kolację z wyjściem do teatru Krystyny Jandy, albo po kolacji pójść dalej na drinka w okolice Placu Zbawiciela lub w drugą stronę ku ulicy Poznańskiej. Superiore to winiarnia i restauracja w jednym, możecie liczyć tu na duży wybór win w dobrych cenach. Obsługa jest sympatyczna, czujna, potrafi doradzić i dobrać wino. Mamy tam swoje ulubione stoliki – na górze na antresoli. Uwaga – warto zrobić rezerwację, bo lokal jest nieduży, często brakuje wolnych miejsc, albo zostają tylko te w piwnicy, które są mniej przyjemne. Co jeść? Warto przyjść tu w piątek na tzw. rybny piątek – wówczas w karcie znajdziemy szeroki wybór ryb i owoców morza przygotowanych na różne sposoby. Karta w Superiore często się zmienia i jest zależna od dostępnych, sezonowych produktów. Zawsze jednak pyszne są tu makarony, dania z owocami morza i wołowina. Polędwicę robią tu sous vide, więc można dostać ją tylko w jednej postaci – medium, niestety. Ubolewam, bo zdecydowanie wolę podaną medium rare, ale ta ich też jest niezła. Więc ogólnie jestem szczęśliwa 🙂

Winiarnia Superiore, ul. Piękna 28/34, tel. (+48) 506 404 059, Facebook: Superiore

2. CENTRAL PARK WARSAW – na makaron i owoce morza w sosie R&B

IMG_4089

Tę niewielką knajpkę ukrytą obok jednego z parków Dolnego Mokotowa odkryłam stosunkowo niedawno, ale zdążyłam być już w niej wiele razy. Co mi tam pasuje? Fajny klimacik i świetne wnętrze, bardzo miła obsługa i obłędne jedzenie. Zwłaszcza makarony i owoce morza są tam wyśmienite. Lokalik jest mikroskopijny (latem powiększa się o ogródek) i ta mikroskopijność dodaje mu z pewnością uroku. Desery nie są ich specjalnością, za to latem mają w karcie swoją pyszną sangrię pełną owoców. Jest dość drogo, ale warto tam raz na jakiś czas zajrzeć na lunch lub na wieczorną kolacyjkę. Ogromnym plusem jest dla mnie muzyka w tej knajpce – nie wiem, kto ją wybiera, ale tak jak ja ma sentyment do R&B z końca XX wieku i to zawsze wprowadza mnie w szczególnie dobry nastrój. Pyszny makaron z owocami morza (Pasta Rybaka), świetne towarzystwo, pogaduchy i ten rytm. Ech!

Central Park Warsaw, ul. Belwederska 13 (Park Morskie Oko), tel. (+ 48 22) 400 80 48, Facebook: Central Park Warsawwww.centralparkwarsaw.pl

3. BLUE CACTUS – na pyszne śniadania

IMG_3908

Całkiem niedaleko Central Park Warsaw, a właściwie tuż za rogiem, działa od lat ikona gastronomicznego Mokotowa, czyli Blue Cactus. To jedna z większych warszawskich restauracji, serwująca kuchnię tex-mex. Dobry i popularny wybór na imprezy firmowe. Kuchnia tex-mex nie jest moją ulubioną, więc bardzo rzadko jadam tam kolacje, ale za to lubię kaktusowe śniadania. Karta śniadań jest obszerna: są omlety w różnych odmianach, amerykańskie naleśniki, burito śniadaniowe, klasyki z jajek, ale i jajecznica z krewetkami. Ja jednak najbardziej lubię ich benedykta, czyli jajka gotowane na miękko podawane z szynką i sosem holenderskim na rogaliku francuskim, serwowane z sałatką z pomarańczy i rukoli oraz konfiturą wiśniową. Pyszne rozpływające się w ustach, bynajmniej nie niskokaloryczne śniadanko. W weekendy śniadania w Blue Cactusie zamieniają się w słynne już w tym miejscu rodzinne brunche. W restauracji zawsze można liczyć na bardzo dobrą i miłą obsługę. Jeśli wybieracie się tam wieczorem, zadbajcie o wcześniejszą rezerwację. Po kolacji możecie przejść na drinka do Iguana Lounge, to lokal dosłownie „przez ścianę”, tego samego właściciela.

Blue Cactus i Iguana Lounge, ul. Zajączkowska 11, tel. (+ 48 22) 851 23 23, www.bluecactus.pl

4. DELIKATESY ESENCJA – śniadanie i lunch

IMG_1840

Delikatesy Esencja to niewielki lokal ukryty nieopodal mojego ulubionego placu na Mokotowie – Placu Unii Lubelskiej. Sąsiaduje i żyje w symbiozie z Teatrem Rozmaitości. Łatwo więc połączycie wyjście na spektakl z dobrą kolacją lub wieczornym drinkiem. Ja jednak bywam tam częściej na weekendowe śniadania czy lunche w tygodniu. Jest dość cicho, chilloutowo, jest wifi, można popracować na laptopie (jeśli koniecznie musicie). Stąd już bardzo blisko na spacer do Łazienek lub żeby powłóczyć się po zatłoczonym Zbawixie, jak niektórzy nazywają Plac Zbawiciela. Delikatesy to knajpa dość niepozorna, mało kto nie znając jej spodziewa się tu wyśmienitej kuchni. A kuchnia jest naprawdę bardzo dobra i niebanalna. Menu zmienia się co miesiąc, choć są też pozycje w nim stałe. Śniadania w weekendy podawane są w postaci bogatych bufetów plus do wyboru danie na ciepło. W bufecie między innymi pyszne pieczywa i chałka drożdżowa, twarogi i inne świeże pyszności. Menu główne nie jest bardzo rozbudowane, za to zmienne – co jest dla mnie plusem. Zawsze znajdziecie tam coś pysznego zarówno dla mięsożerców jak i wegetarian. Jeśli chcecie, może być bardzo zdrowo i pysznie zarazem. A jeśli chcecie bardziej hedonistycznie, Esencja potrafi też rozpieszczać swoich gości.

Delikatesy Esencja, ul Marszałkowska 8, tel. (+48 22) 480 80 18, Facebook: Delikatesy Esencjawww.delies.pl

5. Alewino – wieczór koniecznie z rezerwacją

IMG_4072

Alewino robi ostatnio w Warszawie furrorę. To niewielki lokalik ukryty w podwórku przy Mokotowskiej. Sklep z winem i restauracja z półotwartą kuchnią. Lubimy siadać w sali przy kuchni, żeby móc zamienić słowo z kucharzami lub po prostu obserwować ich w pracy. A efekty tej pracy są fenomenalne! Słynne już na mieście stały się chociażby ravioli z płatków z selera zamiast ciasta, z farszem z kalafiora i trufli. Mięs jest w menu niewiele, jak na lekarstwo, ale jak jest – na przykład policzek cielęcy, to jest świetne! Pyszny jest także burak z creme brulee z koziego sera z porzeczkami i bzem. I wiele innych. Każde danie to niespodzianka, to przygoda, to podróż w nieznane. Kuchnia nowatorska, zaskakująca, wręcz sztuka na talerzach. Moje wielkie uznanie. ps. Rezerwacje konieczne!

Alewino, ul. Mokotowska 48, tel. (+48 22) 628 38 30, facebook: Alewino

6. Beirut i Kraken – hummus i pikantne ośmiorniczki w dobrych nutach

IMG_2279

Kraken i Beirut dla wielu z nas to destynacja zwłaszcza późnowieczorna. W gwarnym, zatłoczonym, niedużym wnętrzu lokalu mieszczą się dwa różne i doskonale komplementarne bary. Ja wolę je jednak odwiedzać w porze lunchu, zwłaszcza latem, kiedy duże szklane okna-drzwi-ściany otwarte są na klimatyczną ulicę Poznańską, a ludzie siedzą też przy stolikach ustawionych na wąskim chodniku. W obydwu miejscach zamawiamy przy barze, a zamówienia w ciągu kilku minut pojawiają się do odbioru. Specjalnością Beirutu jest pyszny hummus w przeróżnych postaciach – próbujcie, próbujcie, próbujcie! Do tego jest sporo innych libańskich pyszności – wegetarianie zjedzą tu pysznego falafela czy choćby takiego pięknego pieczonego karczocha jak na zdjęciu, mięsożercy też mają co nieco do wyboru. Ja oprócz hummusu zwykle zamawiam pyszną sałatkę z kozim serem, burakami i owocami granata. Do tego duży wybór piw – zwłaszcza belgijskich. Mocną stroną Beirutu jest muzyka – zawsze świetna, energetyczna, klimatyczna. Kiedy idziemy tam na lunch, często siadamy po stronie Krakena, ale zamawiać można śmiało w obu miejscach, nie ma tu ograniczeń! Kraken specjalizuje się w rybach i owocach morza. Porcje są nieduże, niedrogie, a jedzenie bardzo smaczne. Moje ulubione danie to  pikantne ośmiorniczki (baby calamari), podawane na niedużej patelence w towarzystwie sałaty i świeżej bagietki. W lokalu jest duży wybór wszelkich rumów i piwa. Wszystko utrzymane w klimacie portowej knajpy z lat 60.

BEIRUT Hummus and Music Bar, ul. Poznańska 12, Facebook: Beirut

KRAKEN Rum Bar, ul. Poznańska 12, Facebook: Kraken

7. Izumi Sushi Biały Kamień – sushi w pięknych okolicznościach przyrody, i niepowtarzalnych

Do Izumi przychodzę z kilku powodów – 1. bo mam blisko 🙂 2. bo sushi mają pyszne 3. bo jest tu pięknie 4. bo potem lub przedtem można pójść na spacer na Pole Mokotowskie. Ale po kolei! Izumi Sushi ukryte jest w bujnej zieleni Białego Kamienia tuż obok parku. Wielki przeszkolony budynek ginie w szklanych odbiciach wielkich drzew, które go otaczają. Dawniej była tu podobno palmiarnia. Dziś jest to jedna z piękniejszych warszawskich restauracji. Wysoki przeszklony pawilon, wewnątrz zachowany klimat i architektura palmiarni. Centralną część przestrzeni zajmują wielkie, bujne rośliny i drzewa. Drugie piętro składa się z okalającej krawędzie antresoli, z której oglądamy konary drzew rosnących na dole. Wygodne kanapy, podłogi w postaci podestów z ciemnego drewna, pięknie i klimatycznie. Latem piękny ogródek w soczystej zieleni drzew. Do jedzenia – bardzo szeroka karta menu z sushi i świetną kuchnią japońską, zestawy sushi w dość atrakcyjnych cenach. Dobrze zorganizowana obsługa. Warto zadbać o rezerwację, żeby zabezpieczyć sobie ulubiony stolik przy oknie lub na antresoli.

Izumi Sushi Biały Kamień, ul. Biały Kamień 4, tel.(+48 22) 424 00 55, Facebook: Izumi Sushi Biały Kamień

8. Lolek – z psem albo na rowerze

IMG_4363

Pamiętam jak prawie 20 lat temu, kiedy po studiach w Poznaniu przyjechałam do pracy do Warszawy i na początek zatrzymałam się u mojego kolegi Pawła, on zabrał mnie wieczorem do Lolka – tętniącego życiem i muzyką na żywo wyluzowanego miejsca. To było tak dawno, że prawie tego nie pamiętam – jedynie klimat i ówczesną energię tego miejsca. Od tamtej pory Lolek bardzo się rozwinął, umocnił swoją pozycję i króluje w swojej kategorii w tej części stolicy. Dziś to bardzo popularny, duży warszawski pub, pięknie zlokalizowany na Polu Mokotowskim. Ma swoje wady – może jest trochę przaśny – ale mi to nie przeszkadza. Jest sprawnie działającą maszyną gastronomiczną i to doceniam. Wpadamy tu raczej tylko przy okazji spacerów w parku lub podczas przejażdżek rowerowych po okolicznych ścieżkach. Psy i małe dzieci są tu mile widziane (nas interesuje obecnie to pierwsze ;)). Przy wejściu zabieramy z dużej sterty jedną z misek czekających na czworonogi, obok mamy kraniki ze świeżą wodą. Dużo miejsca na zewnątrz, co ważne zadaszonego, więc deszczowa pogoda niestraszna. Często muzyka na żywo, na szczęście można znaleźć miejsca trochę bardziej oddalone od głośnej sceny. Jedzenie proste, ale świeże. Najchętniej dania z wielkiego węglowego grilla – kaszanka, kiełbasa, karkówka (już rzadko ją jadam), pieczony ziemniak, do tego kiszone ogórki, zasmażana kapusta, sosy i pieczywo – do woli. W barze wewnątrz można zamówić dania trochę bardziej złożone oraz domowe ciasto. Do picia oprócz piwa jest m.in. miód pitny podawany na ciepło. W chłodne wieczory i zimowe dni ogrzewa gości duży kominek wewnątrz pubu. Miejsce bardzo popularne na wszelkiego rodzaju „wyjścia z kolegami po pracy na piwo” oraz na wspólne oglądanie meczu, ale jak się zmruży oczy, to naprawdę nie jest to dokuczające.

Pub LOLEK, ul. Rokitnicka 20, tel. 602 685 795, Facebook: Lolekwww.publolek.pl

9. Kaskrut – powiew świeżości i bezpretensjonalności

W dynamicznie rozwijającym się knajpianym zagłębiu Warszawy, w okolicach Wilczej i Poznańskiej, mieści się maleńki Kaskrut. To swojego rodzaju bistro z bardzo krótkim menu zmieniającym się co tydzień. Do niedawna królował tu Chef Adam Leszczyński, który rozstał się już z Kaskrutem, żeby próbować swojego szczęścia w innym miejscu (a ja będę nasłuchiwać, gdzie wypłynie). W krótkiej dotychczasowej historii Kaskrutu udało się właścicielom zbudować miejsce o spójnej i świetnej kuchni. Niebanalne połączenia smaków w niewielkich porcjach zachęcają do kosztowania wielu pozycji z menu. Jest zaskakująco i bardzo pysznie. Mam nadzieję, że tak zostanie pod wodzą nowego szefa kuchni. Zobaczymy. Dotychczas dokuczały mi tam dwie niedogodności – brak koncesji na alkohol (można było przyjść z własnym lub kupić coś w pobliskiej żabce) oraz kiepska wentylacja lokalu, który będąc niewielkim w rozmiarze dodatkowo był połączony z otwartą kuchnią. To dodaje uroku i zapewnia ciekawe widoki (lubię obserwować gotujących mężczyzn – ten widok jest wyjątkowo miły dla moich oczu), ale niestety w połączeniu ze słabą wentylacją daje efekt nieciekawy i często po wyjściu z lokalu ma się ochotę szybko wejść pod prysznic a garderobę oddać do prania. My radzimy sobie zimą tak, że okrycia wierzchnie zostawiamy w samochodzie. Co za desperacja, powiecie, ale dla tych smaków warto! Z koncesją na alkohol sobie poradzono i od niedawna nie ma już z tym problemu.

Kaskrut, ul. Poznańska 5, tel. 22 622 54 38, Facebook: Kaskrut

10. El Greco – grecka stołówka z pysznym jedzeniem

IMG_4109

Nazywam El Greco stołówką, bo knajpa przez lata sąsiadowała z biurem Orange i traktowaliśmy ją czasem jako stołówkę 🙂 W tym czasie bardzo ją polubiłam i często bywałam tam w porze lunchu. El Greco do duży lokal, gwarny i pełny ludzi w porze lunchowej, dość popularny również wieczorami. Ma w karcie zawsze zestawy lunchowe, które przyciągają głodomory z biur. Przestronny, klimatyzowany i z miłym ogródkiem w lato. Miła obsługa, ale przede wszystkim bardzo dobra grecka kuchnia. Moja przystawka to zwykle tzatziki, hummus i pita. Albo feta zapiekana z czosnkiem, pomidorem i oliwą – rewelacja! Potem przeważnie kalmary, mule lub jakaś ryba. Ale i mięsa tam mają dobre. Karta jest bardzo obszerna, jedzenie świeże i kojarzące się z cudownymi wakacjami. Klimat luźny mimo gości w garsonkach i garniturach 😉 Jeśli idziecie większą grupą w popularnej godzinie, warto zrobić rezerwację.

El Greco, ul Grzybowska, tel. (+48 22) 654 04 58, Facebook: El Grecowww.elgreco-restauracja.pl

Tak wygląda mój top 10 na dziś. Nie znajdziecie tu lokali wykwintnych, na szczególne okazje czy wielkie wyjście. To moje ulubione miejsca, gdzie się relaksuję, spędzam czas z bliskimi mi ludźmi, miejsca, które często odwiedzam. Chętnie posłucham, jak wygląda Wasz top 10 w Warszawie albo jakie macie doświadczenia z lokalami z mojej listy. Podzielcie się ze mną!!

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

5 responses to “W poszukiwaniu Świętego Graala czyli moich 10 ulubionych knajp w Warszawie”

  1. Zack says :

    Polecam Piankę na Ul. Zgoda 12. Możesz tam zawędrować całą dobę. Jedzenie jest na prawdę dobre, menu zróżnicowane, zawsze też znajdziesz coś nowego i smacznego. Jeśli lubisz piwo to na pewno zasmakuje Ci tam, gdyż mają piwo z tanków. Smakuje o wiele lepiej niż ze zwykłego kega.

  2. grubybiega says :

    Polecam rówież Pasja Smaku – u rzeźnika, przy ul. Żytniej. Skromne miejsce, ale tatar na głowę bije tego z Lotos’u przy Belwederskiej

Napisz, co o tym myślisz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog

myślę czuję jestem

Arek Skuza

myślę czuję jestem

http://www.noamwasserman.com/

myślę czuję jestem

Venture Hacks

Good advice for startups

VentureBeat

News About Tech, Money and Innovation

simply awesome things!

myślę czuję jestem

The Browser

myślę czuję jestem

Brain Droppings

myślę czuję jestem

TED Blog

The TED Blog shares interesting news about TED, TED Talks video, the TED Prize and more.

Altucher Confidential

myślę czuję jestem

myślę czuję jestem

Quartz

Quartz is a digitally native news outlet for the new global economy.

Mashable

myślę czuję jestem

Spotted

myślę czuję jestem

Pozytywka

somehow I know there’s more to life than this

Raw Thought (from Aaron Swartz)

myślę czuję jestem

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

Brain Pickings

An inventory of the meaningful life.

%d blogerów lubi to: