Maroko – podróż zaskoczeń. Fes.

To my. Na lotnisku w Warszawie. Startujemy!

To my. Na lotnisku w Warszawie. Startujemy!

Ta podróż miała być zaskoczeniem. A dokładniej niespodzianką. Nie wiedziałam dokąd jedziemy. Milak zorganizował wszystko w tajemnicy. Ale nasza podróż była też zaskoczeniem i szeregiem zdziwień już po odkryciu destynacji. Takie podróże lubię najbardziej – otwieram szeroko oczy, odkrywam, doświadczam, czasem się boję, wiele się uczę.

Mieliśmy jechać do Maroka. Milak zdradził mi to po północy. Rano kończymy pakowanie i ruszamy na lotnisko. Było więc kilka godzin, żeby sprawdzić, czy spakowałam odpowiednie rzeczy. Ja, jak zwykle beztroska: będzie słonecznie i gorąco. Zabezpieczmy się jeszcze tylko w krem z mocnym filtrem. Reszta się zgadza – sukienki letnie, krótkie spodenki, klapki. Może jeszcze jakieś lekarstwa na wypadek biegunki 😉 Więcej braków nie zidentyfikowałam. Już byłam myślami w rozgrzanym słońcem północnoafrykańskim kraju ze znakomitą kuchnią – tak kojarzyło mi się Maroko! Milak spojrzał mi głęboko w oczy i dodał, że to jest kraj muzułmański, specyficzny. Ja – ok, ale przecież bezpieczny, jeżdżą tam turyści. Byłam zachwycona na myśl o tym, co spotka nas na miejscu.

Stara medina w Fes. Widok z jednego z dachów.

Stara medina w Fes. Widok z jednego z dachów.

Fes nas wita

W sobotę rano wylądowaliśmy w Fes. Dawnej, starej stolicy Maroka (do 1925 r.). To miasto o populacji ponad 1 miliona mieszkańców położone w północnej części kraju. Mieliśmy tam spędzić 3 noce zanim przemieścimy się do innych miast. Z lotniska taksówka zawiozła nas do starej mediny (odpowiednik starego miasta). Medina w Fes zaliczana jest do największych na świecie obszarów bez ruchu samochodowego. Samochód nie ma szans się tam poruszać. Labirynt uliczek położonych na wzgórzach ma tak wąskie ścieżki, że nie wszędzie może się przecisnąć nawet człowiek prowadzący osła czy muła (tak, dobrze słyszycie – osła czy muła). Nasz hotelik znajdował się w jednej z takich uliczek. Od razu uderzył mnie harmider panujący w medinie, hałas, zapachy i odory. Mnóstwo ludzi którzy coś od Ciebie chcą, a Ty nawet jeszcze do hotelu nie dotarłeś! A to przy wysiadaniu z taksówki dopada Cię przewodnik wcześniej czyhający na swoje ofiary w jednym z barów. Macha plakietką oficjalnej licencji i zaprasza do skorzystania z usług. Dziękujesz, odchodzisz, a już masz koło siebie kogoś, kto chętnie zaprowadzi Cię do hotelu, bo na pewno sam nie trafisz. Na to też jesteśmy przygotowani, stanowczo dziękujemy. Na ostatnim zakręcie, jakieś 2 minuty później, zaczepia Cię młody chłopak i proponuje narkotyki. Wreszcie udaje Ci się dotrzeć do potężnych zamkniętych drzwi hotelu. Wchodzimy, a w środku oaza spokoju i harmonii, chillout, powitanie tradycyjną zieloną herbatą ze świeżymi liśćmi mięty. Uff. Rozglądasz się – jak tu pięknie! I zaraz myślisz o świecie za drzwiami wyjściowymi. Czy będziesz miał odwagę i ochotę wychylić tam nos? 😉

Nasz feski hotelik - Riad Dar Al Kadima Al Medina. Lobby.

Nasz feski hotelik – Riad Dar Al Kadima Al Medina. Lobby.

Jak się ubrać – porada laika

Odwaga, ochota, a nawet ekscytacja szybko się znajdują. Przebieram się w lekkie letnie ubrania. Widziałam co prawda po drodze jadąc taksówką tutejszych ludzi ubranych w długie stroje – długie rękawy i nogawki, kaftany do kostek. Kobiety, jeśli w ogóle miały odsłonięte włosy, to były to dziewczynki i młode kobiety (prawdopodobnie jeszcze niezamężne). Ale po pierwsze tu jest za gorąco dla mnie na noszenie moich długich spodni (długich spódnic i sukienek nie zabrałam!), po drugie przecież jestem turystką, więc łatwiej mi wybaczyć podejście nietradycyjne do stroju. Wybieram białą lnianą spódniczkę do kolan i t-shirt z krótkim rękawkiem. Ma co prawda dekolt w literę V, ale niezbyt głęboki, a ramiona są przykryte. Wydaje mi się, że znalazłam złoty środek. Chwilę rozmawiamy o tym z Milakiem, on się zastanawia, ale dochodzimy wspólnie do wniosku, że taki strój jest ok na pierwszą przechadzkę po starej medinie. Wychodzimy z hotelu i zapuszczamy się w labirynt wąskich uliczek. Nie uchodzimy jednak dalej niż 200 metrów. Mijani mężczyźni, jeśli są młodzi, nie odrywają ode mnie wzroku, jeśli są starsi, przeciwnie – wbijają wzrok w ziemię, unikając kontaktu. Kobiety też wydają się poruszone, a dzieci nie kryją zupełnie zdziwienia czy zaciekawienia na mój widok. No cóż, w tłumie najwyraźniej tu nie zniknę.

Dziadek gazeciarz. Tak go nazwaliśmy. Mijaliśmy to miejsce kilkakrotnie w ciągu naszego pobytu w Fes - zawsze tak to wyglądało. Ale za zrobienie zdjęcia - opłata ;) taki model biznesowy.

Dziadek gazeciarz. Tak go nazwaliśmy. Mijaliśmy to miejsce kilkakrotnie w ciągu naszego pobytu w Fes – zawsze tak to wyglądało. Ale za zrobienie zdjęcia – opłata 😉 taki model biznesowy.

Stajemy na jednym z zakrętów. Milak dochodzi do wniosku, że powinniśmy wrócić do hotelu, żebym mogła się przebrać w bardziej odpowiedni strój. Protestuję. Przecież jestem wyzwoloną kobietą, sama decyduję, co na siebie zakładam. Nie mam zamiaru słuchać sugestii zwłaszcza ze strony mężczyzn! A poza wszystkim przecież lubię się wyróżniać, więc mi ta cała sytuacja nawet odpowiada. Sprzeczamy się. Podnosi mi się ciśnienie. Mam ogromną ochotę się uprzeć. Patrzę na Milaka i słucham, zastanawiam się, dlaczego mu na tym tak zależy. Wkurza mnie to. Ale powoli zmieniam zdanie. Co mnie przekonuje? Wiem, że Milak, towarzysząc mi w zwiedzaniu mediny, będzie skoncentrowany na zapewnieniu mi bezpieczeństwa. A im bardziej będę się w ten sposób wyróżniać, tym bardziej tutejsi ludzie będą nadinterpretować mój strój. Dziś już wiem, bo sporo o tym przeczytałam. W tradycyjnych islamskich społecznościach (a taka żyje w medinie Fes) kobieta w stroju odkrywającym ciało (nawet jeśli mowa tylko o kolanach, ramionach czy dekolcie) odczytywana jest jak ktoś, kto zaprasza, zachęca obcych mężczyzn do podejścia, daje im wprost sygnał, że mogą liczyć na coś więcej. Tak działa tu kod kulturowy. To dla mnie, Europejki, dziwne, niedorzeczne i śmieszne, a może nawet oburzające. Ale tam tak jest. Wchodząc w tę społeczność można demonstrować, że jest się obcym i że ignoruje się panujące tu tradycje, a nawet ma się je w nosie. Można też pokazać, że się je szanuje. Oczywiście nie trzeba od razu być w tym ekstremalnym i w całości kopiować zwyczajów lokalnie obowiązujących. Jednak można wybrać drogę szacunku i uznania dla ludzi i ich tradycji, zwłaszcza kiedy jest ona dla nich tak ważna jak dla mieszkańców Fes. Nie do pominięcia jest cel, który przy tym mogłam osiągnąć – sprawić, że Milak będzie choć trochę o mnie spokojniejszy i trochę łatwiej będzie mu razem ze mną odkrywać zaułki starej mediny. To są przecież nasze wspólne wakacje, chcemy je razem cudownie spędzić. Przestałam się dąsać i wróciłam do hotelu po długie spodnie.

pierwszego dnia szybko wymieniłam swoje długie spodnie na wersję lżejszą, zakupioną w Fes za całe 30 zł.

pierwszego dnia szybko wymieniłam swoje długie spodnie na wersję lżejszą, zakupioną w Fes za całe 30 zł.

Zwierzęta łowne w medinie

W medinie praktycznie nie spotykaliśmy turystów. I chyba nie dlatego, że to już połowa października, bo potem w Marrakeszu było ich mnóstwo. Fes nie jest popularnym celem turystycznym Europejczyków. I to w tym miejscu bardzo docenialiśmy. Oczywiście ma to swoje lepsze i gorsze strony. Turysta, jeśli się już pojawi, „brany jest w obroty” przez handlarzy. Albo mężczyzn i dzieci, którzy chętnie będą Twoimi przewodnikami. Po całym dniu krążenia w labiryncie uliczek, z wieloma ślepymi zaułkami, po całym dniu mówienia „nie, dziękuję”, „naprawdę nie”, po wielokrotnym usłyszeniu „nie idź tą drogą, ona jest zamknięta” albo „nie idź tam, tam jest naprawdę niebezpiecznie, ja pokażę Ci inne miejsce”, po takim dniu, kiedy na obrzeżach mediny usiedliśmy w wyludnionej knajpie pewnego Berbera, odetchnęliśmy błogo, bo wreszcie poczuliśmy się bezpiecznie i spokojnie, a przez ostatnie godziny czuliśmy się trochę jak zwierzyna łowna.

nasz jedyny przewodnik w Fes

nasz jedyny przewodnik w Fes

Wybierając Fes na początek naszej marokańskiej podróży wpadliśmy od razu do głębokiej wody. Mogliśmy Maroko od pierwszego dnia znienawidzić lub pokochać. Przestraszyć się, obrzydzić i powiedzieć, że to jednak nie dla nas. Albo powoli i nie bez stresu poznać ten klimat, nauczyć się obcować z tymi ludźmi, nauczyć się grzecznie ale stanowczo odmawiać, kiedy trzeba, wyluzować się, trochę przestać się bać i pozwolić się ponieść tutejszej atmosferze. Po drugim dniu spędzonym w medinie Fes czuliśmy się już znacznie lepiej, spokojniej. Znacznie bardziej gotowi na dalsze odkrywanie Maroka.

zdobienia ścian w starej madrasie

zdobienia ścian w starej madrasie

Fes nazywane jest Mekką zachodu. Funkcjonuje tu najstarszy na świecie działający bez przerwy uniwersytet, madrasa al-Qarawiyyin, założony w 859 roku. Madrasa to rodzaj uniwersytetu, uniwersytetu islamskiego, ale mającego również nowoczesne przedmioty nauki. Sam Fes na przełomie XII/XIII wieku był największym miastem świata w tym czasie (200 tys. mieszkańców), mimo że nie był już wówczas stolicą kraju. W mieście kwitł handel i ten charakter miasta czuć do dziś. To ogromne fascynujące miasto, samo w sobie może być celem podróży i przez tydzień będzie tu co oglądać. My spędziliśmy tu jedynie 2 dni, bo chcieliśmy ruszać dalej.

Dachy mediny w okolicach głównego meczetu. Pozuje nasz mały przewodnik :)

Dachy mediny w okolicach głównego meczetu. Pozuje nasz mały przewodnik 🙂

To miasto pobudza zmysły

Ale długo nie zapomnę tego zapachu naturalnych aromatów i ziół sprzedawanych w sklepach i zapachu jedzenia na ulicy mieszających się z odorem garbionej i barwionej skóry. Widoku wszędobylskich kotów wyjadających resztki czy szwędających się między stolikami w knajpkach. Dzieci maszerujących do szkoły (w Maroku do szkoły chodzi się przez 6 dni w tygodniu), w białych szkolnych fartuszkach i z wielkimi plecakami na plecach, chodzących grupkami, młodsze za ręce ze starszymi. Widoku chłopców i mężczyzn, tak samo tam jak i w całym Maroku, przyjaznych, spoufalonych między sobą, rozmawiających na okrągło i gestykulujących, obejmujących się, śmiejących, szepczących sobie do uszu, radosnych, czasem nawet spacerujących trzymając się za ręce (nasz kod kulturowy kazałby to odczytać zupełnie inaczej niż to co oznacza to w tamtejszej rzeczywistości). Widoku kobiet okrytych w szaty od stóp do głów, noszących niemowlęta w chustach na plecach i ciągnących za sobą gromadkę dzieci. Ledwo ulepionych ścian domów z rozpadającymi się dachami przeplatających się z przepięknymi dekoracyjnymi budynkami meczetów i madras czy z wielkimi zadbanymi ogrodami.

Mozaika na jednej ze ścian madrasy Al-Qarawiyyin, najstarszego uniwersytetu na świecie.

Mozaika na jednej ze ścian madrasy Al-Qarawiyyin, najstarszego uniwersytetu na świecie.

Albo widoku mężczyzn – dostawców coca-coli, którzy wiozą ją po uliczkach mediny na mułach objuczonych czerwonymi skrzynkami ze znanym nam logo. A przede wszystkim te moje pierwsze wrażenia i wspomnienia dotyczyć będą przyjazności i pogodności ludzi. Bliskich relacji międzyludzkich w społeczności miejscowej. Chęci pomocy innymi. Oczywiście ta chęć pomocy w przypadku turystów wiąże się z nadzieją na zrobienie interesu, ale przy odpowiednim nastawieniu to już nam nie przeszkadzało…

Na tym kończę mój pierwszy wpis ze wspomnieniami z tej podróży. W planach jeszcze kilka, m.in. o marokańskim jedzonku 🙂 Bądźcie czujni!

Jardin Jdan Sbil - piękny ogród w pobliżu murów starej mediny. Tu ślady pozostawione na bambusowych pniach.

Jardin Jdan Sbil – piękny ogród w pobliżu murów starej mediny. Tu ślady pozostawione na bambusowych pniach. Tu byłem…

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

One response to “Maroko – podróż zaskoczeń. Fes.”

  1. paket umroh super hemat says :

    you’re in point of fact a just right webmaster. The web site loading pace is amazing.
    It sort of feels that you’re doing any unique trick. Moreover, The contents are masterwork.
    you have done a magnificent task in this matter!

Napisz, co o tym myślisz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

GroundTruth

myślę czuję jestem

Arek Skuza

myślę czuję jestem

NoamWasserman

myślę czuję jestem

Venture Hacks

Advice for startups

simply awesome things!

myślę czuję jestem

The Browser

myślę czuję jestem

Brain Droppings

myślę czuję jestem

TED Blog

The TED Blog shares interesting news about TED, TED Talks video, the TED Prize and more.

James Altucher

myślę czuję jestem

myślę czuję jestem

Mashable

myślę czuję jestem

Spotted

myślę czuję jestem

Pozytywka

somehow I know there’s more to life than this

Raw Thought (from Aaron Swartz)

myślę czuję jestem

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

Brain Pickings

An inventory of the meaningful life.

mind (the) gap

myślę czuję jestem

%d blogerów lubi to: