Wywar ze ślimaków i rozpieszczające śniadania w Maroku

Zajadam oliwki - czekadełko - w najbardziej niesamowitej restauracji w "al freso" w Maroku

Zajadam oliwki – czekadełko – w najbardziej niesamowitej restauracji „al freso” w Maroku. Atlas Wysoki.

Kuchnia marokańska – uznawana jest za jedną z najbogatszych kuchni świata. W Maroku mieszają się wpływy afrykańskie, arabskie i śródziemnomorskie. Wszystko tu pachnie cudownymi mieszankami przeróżnych przypraw, a Marokańczycy umiejętnie się nimi posługują – używają przypraw ostrożnie, tak by wzmocnić aromaty dań, ale ich nie zdominować przyprawami. Znajdziecie tu pieprz cayenne, szafran, papryczki chilli, cynamon, kurkumę, imbir, kminek. W daniach marokańskich wyczujecie zwłaszcza smak czosnku, kolendry, natki pietruszki i mięty, ale również takich osobliwości jak olejek z kwiatów pomarańczy czy woda różana. Najbardziej charakterystycznym połączeniem smaków jest smak słodko-pikantny.

Rozpieszczanie od śniadania

Śniadanie. Hotelik w Marrakeszu.

Śniadanie. Hotelik w Marrakeszu. Dwa rodzaje placuszków.

Podczas naszej podróży do Maroka (pierwszą część moich wrażeń przeczytacie tu) jadaliśmy śniadania zawsze w naszych małych hotelikach (riad). Miały swoje stałe elementy – placuszki w dwóch rodzajach, a w całym posiłku dominowały zawsze słodkie smaki. Ja najbardziej pokochałam delikatne placuszki o nazwie baghrir – dość grube, pulchne, sprężyste, o jasnym kolorze, ich cała powierzchnia obsiana jest maleńkimi dziurkami po bąbelkach powietrza. Idealnie nadają się do miodów czy konfitur, które do tego są podawane, a które wnikają w dziureczki. Placuszki te piecze się z ciasta z semoliny z dodatkiem drożdży i proszku do pieczenia, które wcześniej musi odstać pół godziny w ciepłym miejscu zanim upieczemy z niego placuszki na rozgrzanej patelni – tu znajdziecie przepis.

Baghrir. Najpyszniejsze placuszki śniadaniowe. Tu w hotelu w Fes.

Baghrir. Najpyszniejsze placuszki śniadaniowe. Tu w hotelu w Fes.

Na śniadanie podawano też drugi rodzaj placków, bardziej tłustych i o słonym smaku. Trochę jak pita, ale bardziej tłusta. To msemmen. Były czasem w formie kwadratów, czasem okrągłe.

W zestawach śniadaniowych dostawaliśmy też słonawe pieczywo – okrągłe chlebki khubz, które można kupić na każdej ulicy w medinie – przeważnie pokrojone w ćwiartki – trójkąty. Wszystkiemu towarzyszyły konfitury i miody, czasem serek topiony, a także croissanty albo pain au chocolat. Jogurty, serki, jajka w różnej formie. No i napoje. A wśród nich same gwiazdy! Pyszna kawa – czarna czysta lub z dodatkiem kardamonu – moja ulubiona! cudownie gęsta i kemowa, a słodkawy aromat kardamonu łagodził ją i działał relaksująco. Do niej ciepłe mleko, jak kto lubi.

Liście mięty już czekają w szklance na zalanie ich gorącym naparem z zielonej herbaty. Hotelik w Fes.

Liście mięty już czekają w szklance na zalanie ich gorącym naparem z zielonej herbaty. Hotelik w Fes.

Albo zielona herbata z miętą, a więc typowa herbata marokańska, zwana żartobliwie „berber whisky’ (berber od nazwy plemion zamieszkujących Maroko i stanowiących ok 30% tutejszego społeczeństwa, pozostałe 60% stanowią Arabowie). Najlepszą berber tea podawano w Riad Dar Al Kadima Al Medina w Fes. Zdobione szklanki w srebrnych koszyczkach, a w nich oczekujące na wywar grube ciemnozielone bardzo aromatyczne liście mięty. Do tego imbryk z naparem z zielonej herbaty.

Berber tea. Imbryk i zdobione szklanki w koszyczkach. Hotelik w Fes.

Berber tea. Imbryk i zdobione szklanki w koszyczkach. Hotelik w Fes.

Napar tradycyjnie wlewa się do szklanek z dużej wysokości, tak żeby na powierzchni w szklance zrobiła się pianka. Berber tea pija się przez cały dzień – zarówno do posiłków jak i osobno. Uwaga, jeśli nie poinformujecie kelnera, że nie chcecie cukru, dostaniecie tę herbatę już mocno posłodzoną.

Berberyjski kelner nalewa nam berber whisky. Tak żeby powstała pianka.

Berberyjski kelner nalewa nam berber whisky. Tak żeby powstała pianka.

No i ostatni napój – gwiazda. Nie tylko przy śniadaniu, ale także jako orzeźwienie na ulicy, sprzedawany prosto ze straganu ze stosami pomarańczy – świeżo wyciskany sok pomarańczowy.

Stragany ze świeżym sokiem z pomarańczy. Główny plac w Marrakeszu.

Stragany ze świeżym sokiem z pomarańczy. Główny plac w Marrakeszu.

Jest on w Maroku tak dobry – słodki, aromatyczny, gęsty! Ktoś gdzieś napisał i się z tym zgadzam – już żaden sok ze świeżych pomarańczy nigdzie na świecie nie będzie ci smakował po tym, jak piłeś go w Maroku. I coś w tym jest!

Sok z pomarańczy w Barcelona Cafe w Fes.

Sok z pomarańczy w Barcelona Cafe w Fes.

Street food – zupa ze ślimaków

To podobno zupa, której Marokańczycy nie jedzą raczej w domach, spożywają je tylko na ulicy sprzedawaną ze straganu. Po godzinie 18 na każdym większym placu miasta oraz przy wyjściach z souk’ów (targów) można znaleźć przynajmniej jednego sprzedawcę zupy ze ślimaków.  Jest ona traktowana jak ciepła przekąska na jesień i zimę (albo po nocy imprezowania). Najpierw wyczytałam o niej w przewodniku. Potem zobaczyłam na ulicy. Z oddali wokół kilku rozstawionych stołów – lad widać było wiszące nad głowami okrągłe siatki wypełnione muszlami ślimaków i mały tłum klientów oblegających lady. Kiedy się zbliżyłam, zobaczyłam mężczyznę za ladą, który z wielkiego gara do niewielkich miseczek nalewał zupę ze ślimaków. Ludzie konsumowali ją na stojąco. Wykałaczkami wyciągali delikatnie maleńkie ciemnobrązowe ślimaki z ich rozgrzanych okrągłych skorupek o kolorze kremowo-brązowym. W międzyczasie lub dopiero na koniec popijali wywar, który zostawał na dnie miseczek. Kiedy zobaczyłam to zbiegowisko pierwszego dnia na wąskiej uliczce w Fes, nie byłam jeszcze gotowa na spróbowanie tego marokańskiego specjału o nazwie babouche.

Stragan ze ślimakami i specjałem - babouche. Fes.

Stragan ze ślimakami i specjałem – babouche. Fes.

Kilka dni później – w Chefchaouen – już tak! Zobaczyłam pana z wielkim garnkiem ustawionego na jednym z głównych placów w miasteczku, a wokół wianuszek klientów, głównie dzieci w szkolnych fartuszkach. Podeszłam i znalazłam sobie miejsce przy niewielkiej ladzie. Milak stanął w oddali, nie zdecydował się na eksperyment, zniechęciły go warunki sanitarne. Starszy mężczyzna napełnił moją miseczkę szczodrze górą małych parujących gorącem ślimaków w muszelkach. Dostałam też drugą miseczkę z samym wywarem. Chyba zostałam specjalnie potraktowana, bo inni dostawali wszystko w jednym naczyniu 😉

Babouche. Ślimaki i esencjonalny wywar.

Babouche. Ślimaki i esencjonalny wywar.

Chciałam szybko zabrać się za moje ślimaki, jednak muszle parzyły mnie w opuszki palców i nie byłam w stanie zacząć przez kilka pierwszych minut. Potem jednak w moich ustach zagościł cudowny delikatny smak miękkich maleńkich mięczaków, popijany pikantnym i bardzo aromatycznym wywarem. Wywar ten zawiera kminek, anyż, paprykę, chilli, korzeń lukrecji, tymianek, a także zieloną herbatę, miętę i otartą skórkę gorzkiej pomarańczy. Niewielu turystów decyduje się próbować tego dania, a jeśli nawet się skuszą, pomijają wypicie wywaru – a jest on moim zdaniem clou całej potrawy! Ten wywar jest wprost rewelacyjny!!! Co za cudowne odkrycie! Chyba najlepsze danie, jakie jadłam podczas całej naszej podróży do Maroka! Jeśli będziecie tam i nie macie oporów przed spożywaniem jedzenia w warunkach „ulicznych” – bardzo namawiam! Po zjedzeniu musiałam jeszcze tylko wytrzeć palce trochę klejące się od gotowanych muszli. Już chciałam zwrócić się do Milaka z prośbą o jakąś chustkę higieniczną, kiedy staruszek serwujący zupę wyciągnął do mnie ramię z przewieszoną przez nie jasną bawełnianą ścierką, w którą zwyczajowo klienci wycierają dłonie po zjedzeniu zupy. Skorzystałam z oferty.

Tażin. Jagnięcina i suszone śliwki.

Tażin. Jagnięcina i suszone śliwki.

Tażin

Tażin lub inaczej Tadżin to zdecydowanie najbardziej popularna w w tym kraju, i chyba najbardziej znana na świecie, marokańska potrawa. Tę nazwę nosi też samo ceramiczne naczynie służące do jej przygotowywania. Tażin to potrawa z mięsa pieczonego w jednym naczyniu razem z warzywami, ziemniakami lub suszonymi owocami. Ceniona jest jagnięcina i często pojawia się w menu, tańsze opcje to kurczak,wołowina lub baranina. Warzywa, dodatki bywają różne – od marchwi i ziemniaków, po suszone śliwki i figi. Ja właśnie najbardziej lubię tażin z suszonymi figami i jagnięciną. Mówi się, że kiedy podróżujesz po Maroku, nie powinieneś od razu porywać się na tażin, bo będziesz miał go okazję jeść tu wszędzie i jeszcze zdąży ci się znudzić – i jest to racja. Po kilku dniach możesz mieć już dość na myśl o tej potrawie – przecież jakże pysznej, pożywnej i aromatycznej. Każdy przesyt potrafi zmęczyć. Mam dla was jeszcze jedną radę od naszego górskiego przewodnika – raczej nie wybierajcie tażinu w restauracji w Maroku, bo tażin to potrawa, którą powinno się piec co najmniej półtorej godziny, a restauracje znacznie skracają ten czas uciekając się do różnych sztuczek. Smak i jakość na tym tracą, choć nam turystom oczywiście ciężko to ocenić. Więc albo zamawiaj tażin jedynie w restauracjach specjalizujących się w tej potrawie, albo jedz to tylko u Marokańczyków w domu. Albo niech ci go przyrządzi Fatima. Bo najlepszy tażin przygotowała dla nas właśnie Fatima – pracownica pensjonatu w Marakeszu.

Tażin przygotowany przez Fatimę. Marrakesz.

Tażin przygotowany przez Fatimę. Marrakesz.

Sałatka marokańska oraz czekadełka

Nawet na granicy z Saharą Maroko jest bogate w warzywa i owoce. Kiedyś dla starożytnych Rzymian podbite Maroko pełniło rolę spiżarni. Dziś możemy przebierać chociażby w cudownych soczystych pomarańczach i niewiarygodnie słodkich granatach. Warzyw pięknych i aromatycznych jest pod dostatkiem, a wielkie połacie gajów oliwnych dają smakowite oliwki, które potem lądują na stołach chociażby jako czekadełka – małe przekąski przed posiłkiem.

Oliwkowe czekadełka.

Oliwkowe czekadełka.

W przeróżnych formach i marynatach. Najczęściej z czosnkiem i drobniutko pokrojoną papryczką.

Sałatka marokańska w górach Atlas

Sałatka marokańska w górach Atlas

Prawie wszędzie dostaniecie tak zwaną sałatkę marokańską – drobno posiekane pomidory, ogórek i czasem ziolona papryka. Doskonale chłodzi, odświeża i zaspokaja pierwszy głód. Traficie też często na meze – jest to mix maleńkich porcji przystawek, w którym mogą znaleźć się marynowany w przyprawach bakłażan, małe ziemniaczki w ziołach, puree z dyni z cynamonem i pieczone pomidorki.

Meze w jednej z restauracji w Fes.

Meze w jednej z restauracji w Fes.

Słodycze

Marokańczycy kochają słodycze i spotkacie tu tyle przepysznych słodkości, że każdy łasuch znajdzie ukojenie. Miód, orzechy, migdały, cukier. Cynamon albo marcepan. Genialne – na straganie, prosto z wózka czy w dobrej kawiarni. Ciastka, bułeczki, wypieki, miniaturki, wszystko. To pozostałość po Francuzach, którzy w swoim czasie podbili te ziemie, krzewiąc tu nie tylko swój język (dziś powszechnie używany), miłość do dobrej kawy, ale i talent do przygotowywania słodyczy. Jednak współczesne słodycze w Maroku to magiczny mix tradycji z północno-zachodniej Afryki z francuską finezją.

Niebiańskie słodycze w Cafe Barcelona w Fes.

Niebiańskie słodycze w Cafe Barcelona w Fes.

Doskonałe desery tworzą też Marokańczycy w prostych recepturach na bazie owoców. Mając taaaakie owoce, niewiele więcej trzeba. Czasem wystarczy soczyste plastry schłodzonej w górskim strumieniu pomarańczy posypać cynamonem, jak w górach Atlas:

Plastry schłodzonej soczystej pomarańczy posypane cynamonem. Góry Atlas.

Plastry schłodzonej soczystej pomarańczy posypane cynamonem. Góry Atlas.

Albo wybrać najlepsze kawałki owoców i zanurzyć w pysznym jogurcie, tak jak zrobiła to Fatima:

deser owocowy od Fatimy

deser owocowy od Fatimy

Alkohol

Alkohol nie jest powszechnie dostępny w związku z religią tu panującą, ale oczywiście można go kupić. Wybrane restauracje serwują piwo, w restauracjach hotelowych można też zamówić wino. Przy okazji – czerwone marokańskie wino potrafi być zaskakująco dobre! Nie jest akceptowane picie alkoholu (np. piwa) na ulicy, nawet w samych barach jeśli chcesz zamówić piwo, posadzą cię w głębi, z dala od oczu przechodniów, a same butelki szczelnie zawiną w serwetki. W większych marketach można za to bez problemu kupić alkohol i jest go spory wybór, łącznie z wódką Wyborową, jeśli tęskni się za czymś znajomym.

Piwo w restauracji w Fes.

Piwo w restauracji w Fes.

Muszę wrócić

Podobno niedaleko na południe od Casablanki znajduje się ostrygowy raj. Nie zdążyliśmy tam dojechać, bo tydzień na Maroko to baaardzo mało czasu. Następnym razem tę część kraju eksplorować będziemy dokładniej – w poszukiwaniu najlepszych ostryg z tamtejszych atlantyckich ostrygowych farm i innych owoców morza. Podobno jest tam też tak, że możesz owoce morza kupić wprost od rybaka i zanieść je do wybranej przybrzeżnej knajpki, gdzie ci je według gustu przyrządzą. Już nie mogę się doczekać!

Kawa w Maroku. Gdziekolwiek zamówisz - jest pyszna!

Kawa w Maroku. Gdziekolwiek zamówisz – jest pyszna!

Reklamy

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , ,

3 responses to “Wywar ze ślimaków i rozpieszczające śniadania w Maroku”

  1. Marta Gójska says :

    Babouche to tradycyjne buty, a nie nazwa danuta, pozdrawiam😊

Napisz, co o tym myślisz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

GroundTruth

myślę czuję jestem

Arek Skuza

myślę czuję jestem

NoamWasserman

myślę czuję jestem

Venture Hacks

Advice for startups

simply awesome things!

myślę czuję jestem

The Browser

myślę czuję jestem

Brain Droppings

myślę czuję jestem

TED Blog

The TED Blog shares interesting news about TED, TED Talks video, the TED Prize and more.

James Altucher

myślę czuję jestem

myślę czuję jestem

Mashable

myślę czuję jestem

Spotted

myślę czuję jestem

Pozytywka

somehow I know there’s more to life than this

Raw Thought (from Aaron Swartz)

myślę czuję jestem

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

Brain Pickings

An inventory of the meaningful life.

mind (the) gap

myślę czuję jestem

%d blogerów lubi to: