Sebastian

pregnancyphoto

To była moja druga ciąża. Końcówka gorącego lipca 1999 roku w Warszawie. Według przewidywań lekarza w ciągu kilku dni miał zacząć się poród.

Przez całą ciążę czułam się świetnie, silna i pełna energii. Pracowałam do ostatnich tygodni przed rozwiązaniem. To była moja pierwsza praca po studiach, w wielkiej korporacji, moja wymarzona praca. A w ciążę zaszłam, no cóż, będąc w trakcie 3-miesięcznego okresu próbnego. Dlatego cieszyłam się, że się tak dobrze czuję i mogę swobodnie pracować. A mój pracodawca i przełożeni bardzo doceniali to, że chcę mimo ciąży przychodzić do biura.

W 7. miesiącu, z wielkim brzuchem, pojechałam jeszcze na tygodniowe, wspaniałe szkolenie do Wielkiej Brytanii. Czy mogę lecieć samolotem w tak zaawansowanej ciąży? Mój lekarz powiedział: ciąża to nie choroba i wystawił zaświadczenie wymagane przez British Airways. Koncern podejmował mnie w Anglii z honorami, jakich się absolutnie nie spodziewałam! Z lotniska odebrał mnie klimatyzowanym Lexusem szofer globalnego CEO. To lato było upalne w całej Europie, również u nich, więc chyba z przerażeniem myśleli o szalonej Polce, która nie wiadomo dlaczego na kilka tygodni przed porodem telepie się jeszcze po Europie 😉 Szkolenie odbywało się w jednym z przepięknych pałaców na angielskiej wsi. Codziennie rano szef obsługi kelnerskiej witał mnie przy śniadaniu i konsultował ze mną menu planowane na lunch i kolację, jeśli tę mieliśmy odbyć na miejscu. Dla trochę jednak zahukanej, 25-letniej Polki, było to całkiem onieśmielające. W Polsce wtedy jeszcze, a pewnie i dziś nadal, nie traktuje się tak kobiet brzemiennych – z tak ogromną troską, delikatnością i szacunkiem.

Wróciłam do kraju, do pracy. Woziłam samochodem moją małą, dwuletnią Zuzę do miniprzedszkola, a potem sama jechałam do biura, jak co rano. Wreszcie termin porodu zbliżył się do kilku dni i stwierdziłam, że chyba czas już zostać w domu. Zawieźliśmy Zuzę do dziadków na czas porodu i mojego pobytu w szpitalu. Tak – wyczytaliśmy w mądrych książkach – jest najlepiej zrobić ze starszym dzieckiem, kiedy na świat ma przyjść młodsze.

Zuza już u dziadków. Termin za kilka dni. Mój mąż, Darek zastanawia się, czy jak co tydzień tak i teraz pojechać do swojego klienta do Katowic, by spędzić na projekcie kolejne dni. Trochę niechętnie, bo jednak obawiał się, że rozwiązanie może nastąpić lada chwila, ale jednak pojechał. Katowice to tylko 2 godziny drogi pociągiem do Wawy, więc w razie czego szybko wróci. Tak zdecydowaliśmy wspólnie.

Do drugiego porodu nie przygotowywałam się z takim namaszczeniem jak do pierwszego. Moja torba do szpitala wciąż jeszcze nie była spakowana, kiedy wieczorem koło 23.00 odeszły mi wody. Zadzwoniłam do szpitala, gdzie pani spokojnie poinformowała mnie, że jeśli zaczną się regularne skurcze to mogę przyjechać. Telefon do Darka. Ustaliliśmy, że pierwszy poranny pociąg do Warszawy wyrusza koło 7 i w ten wsiądzie. Jeśli ten poród potrwa podobnie jak pierwszy, czyli ok 10-11 godzin to powinien zdążyć na końcówkę. Kluczowy moment, kiedy już naprawdę nie powinnam być sama.

Potem spakowałam torbę i zadzwoniłam po taksówkę. Uprzedziłam panią w centrali, żeby przekazała kierowcy, że będzie wiózł ciężarną do porodu do szpitala. Za kilka minut zeszłam do zaparkowanego pod blokiem mercedesa i zobaczyłam tego przerażonego kierowcę. Trochę mu współczułam – dostał kurs marzenie 😉 Poinstruowałam taksówkarza, że pojedziemy do szpitala na Inflancką na Żoliborz (mieszkaliśmy wówczas na Mokotowie, tuż przy Polach Mokotowskich), ale najpierw poprosiłam, żeby zatrzymał się przy budynku głównym SGH, bo tam jest najbliższy bankomat. Nie miałam gotówki przy sobie, a w tych czasach za taksówki płaciło się prawie wyłącznie gotówką. Spojrzał w lusterko chcąc chyba upewnić się, że mówię poważnie i nie zwariowałam. On marzył tylko o jak najszybszym dowiezieniu mnie przed drzwi szpitala, a ja chcę się rozbijać po bankomatach. A co jeśli przy tym bankomacie albo w jego taksówce zakończę swoją akcję porodową???

Po 2 minutach wróciłam do samochodu z wypłaconymi pieniędzmi. Ruszyliśmy szybko w stronę Żoliborza. Taksówkarz już zdążył się chyba ciut uspokoić patrząc na mnie. Wreszcie wydukał: Pani to chyba nie po raz pierwszy rodzi?. Dojechaliśmy na Inflancką. Wysiadłam, on wystawił z bagażnika moją torbę. Podeszliśmy pod zamknięte ciemne drzwi szpitala. Tu postawił moją torbę i ruszył szybko do taksówki. A ja do niego: zaraz zaraz! Dokąd pan idzie? Proszę tu zostać ze mną do momentu, kiedy ktoś nie otworzy tych drzwi!! Nie mogę tu zostać teraz sama! Po dwóch długich minutach, i chyba najdłuższych dwóch minutach w życiu tego pana, pracownik szpitala otworzył drzwi i zabrał mnie do środka.

Potem leżałam na sali przedporodowej z kilkoma innymi kobietami oczekującymi na finalny etap porodu. Środek nocy. Kobiety jęczą, a niektóre nawet wyją z bólu. Pani obok mnie rodzi już drugą dobę. W strasznych bólach, ledwo żyje. Jest zupełnie wyczerpana. Leżę na łóżku, przede mną wielki zegar, który pokazuje drugą w nocy. A ja zamykam na chwilę oczy, odliczam 11 godzin od 23.00 i wyliczam, że do 10 rano wytrzymam i nie urodzę, bo wtedy powinien już zdążyć dojechać do mnie Darek. Jednak 8 godzin to w tych okolicznościach cała wieczność, jeśli mam tu być sama. W środku nocy dzwonię wiec do mojej siostry Ilony, która akurat w tych dniach była wraz z mężem u moich rodziców, 2 godziny drogi samochodem od Warszawy. Przyjedzie do mnie i będzie nad ranem. Uff. Łatwiej zniosę te bóle i oczekiwanie na ten najtrudniejszy moment.

Ilona przyjeżdża ze swoim mężem Quentinem. Ja w tym czasie jestem przeniesiona do wygodnego jednoosobowego pokoju, w którym czeka się na finalną fazę porodu. Są ze mną moi bliscy i jest mi dużo łatwiej. Koło 8 rano dzwonię do mojego męża, który powinien być już w pociągu do Warszawy. Niestety zaspał i zdąży dopiero na kolejny pociąg. Więc będzie tu dopiero koło 11.00. Fuck! Nie mogę w to uwierzyć!

W tym momencie, i to jest niesamowite!, mój mózg uwalnia akcję porodową. Nie będę czekać na Darka. Nie jestem już tu sama i jakoś dam radę. Rodzę przed 10.00 pięknego zdrowego syna. Postanawiam, że wybiorę dla niego imię sama. Sebastian.

Reklamy

Tagi: , , , , , , , ,

Napisz, co o tym myślisz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog

myślę czuję jestem

Arek Skuza

myślę czuję jestem

http://www.noamwasserman.com/

myślę czuję jestem

Venture Hacks

Good advice for startups

VentureBeat

News About Tech, Money and Innovation

simply awesome things!

myślę czuję jestem

The Browser

myślę czuję jestem

Brain Droppings

myślę czuję jestem

TED Blog

The TED Blog shares interesting news about TED, TED Talks video, the TED Prize and more.

Altucher Confidential

myślę czuję jestem

myślę czuję jestem

Quartz

Quartz is a digitally native news outlet for the new global economy.

Mashable

myślę czuję jestem

Spotted

myślę czuję jestem

Pozytywka

somehow I know there’s more to life than this

Raw Thought (from Aaron Swartz)

myślę czuję jestem

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

Brain Pickings

An inventory of the meaningful life.

%d blogerów lubi to: